Markowe Szczawiny – Schronisko PTTK na Hali Krupowej
Nie mój budzik zadzwonił wcześniej niż potrzeba, ale rzut oka na krajobraz za oknem sprawił, że nie chciało się już dłużej spać. Śniadanie na bogato. Naleśniki z serem i gorąca kawka. Napełniłam woda otrzymany wczoraj bukłak i ruszyliśmy zdobywać po raz 3 Diablak, czyli Babią Górę, ale tym razem w zimowej odsłonie i jako jeden ze szczytów na tracie. Świeci słońce, co napawa optymizmem, bo bałam się trochę jakie warunki będą na szlaku, zważywszy na pogodę jaka panowała przez ostatnie dni i to, że nadal byłam chora.


Śniegu zalegało sporo na szlaku, więc decydujemy się na ubiór raczków i bardzo cieszyłam się,że je mam. Miejscami szlak był mocno wyślizgany zapewne przez osoby, które bez raczków zjeżdżały schodząc z góry. Ja dzięki nim czułam się pewniej a osoby, które mijamy po drodze, często komentują, że też powinni je mieć. Na przełęczy Brona robimy postój. Jest tu kilkoro ludzi i co chwilę pojawiają się następni od czego odwykłam ostatnimi czasy jak i od tego, żeby się do kogoś odezwać.


Warunki panują przepiękne. Miejscami śniegu jest tak dużo, że wydaje się, że to biegun, a wokoło nie ma nic poza bezkresnym śniegiem aż po horyzont. Na szczycie jak zawsze wieje tak ,że trudno utrzymać telefon w dłoni. Widoczność jest całkiem dobra. Widać szczyt Pilska, pod którym nocowałam 2 dni temu w Schronisku na Hali Miziowej oraz daleko na horyzoncie Tatry.



Tym razem nigdzie się nie spieszę. sporo czasu poświęcam na robienie zdjęć, filmów, bo gdzie nie spojrzeć tam kadry jak malowane. Sama również zostaję obfotografowana w całości ,a nie tylko selfie jak do tej pory.


Babia Góra okazała się faktycznie wisienką na torcie jak do tej pory. Zejście w stronę Sokolicy pomiędzy soczyście zieloną kosodrzewiną to bajka. Z platformy na Sokolicy jeszcze raz spoglądam na szczyt Diablaka i czuję wdzięczność, że pokazał mi się w takiej odsłonie. Dalej już bez raczków schodzimy do Przełęczy Krowiarki, skąd wczoraj wyruszał na spotkanie ze mną Marek. Przechodzimy przez jezdnię i wchodząc do lasu, kontynuujemy marsz czerwonym szlakiem.


Tu już panują warunki bardziej wiosenne, pojawiają się nawet znajome krokusy. Robimy postój na ławeczce z widokiem na Babią Górę, tak trudno się z nią pożegnać, towarzyszyła mi przez tyle dni. Załatwiamy nocleg w Schronisku na Hali Krupowej i spokojni o niego ruszamy dalej.
Docieramy do Rezerwatu na Policy, a wkrótce i na jej szczyt i podnóża którego znajduje się pomnik w kształcie ogona samolotu, upamiętniający ofiary katastrofy samolotu PLL LOT z 1969 roku. Słońce zaszło za chmury, więc powoli robi się zmierzch.


Docieramy do Schroniska na Hali Krupowej. W środku jest przyjemnie ciepło. Jemy kolację, popijając gorąca herbatą i udajemy się do pokoju. 2 osobowy, przytulny i klimatyczny pokój, który pozwala się poczuć jak prawdziwy wędrowiec, a nie klient bezdusznego hotelu, do którego można dojechać samochodem. To był wspaniały, udany dzień.

Przebieg trasy 6 etapu:

