Chyrowa – Rymanów Zdrój
Dzisiejszy dzień był deszczowy, wietrzny, a temperatura mocna spadła. Kierowaliśmy się w kierunku Pustelni Świętego Jana z Dukli. W lesie było mgliście, poruszaliśmy się niespiesznie. Z daleka słychać było dzwony, które zapraszały swym dźwiękiem do pustelni. Nabraliśmy wody ze źródełka i po krótkiej przerwie ruszyliśmy w stronę Cergowej.



Zeszliśmy do nowej Wsi, przekroczyliśmy rzekę i zaczęliśmy się wspinać na Cergową (716 m. n.p.m.). Szczyt ten mieliśmy już okazję poznać wdrapując się na niego inna trasą. Im wyżej, tym wiatr był silniejszy, a mgła gęstsza. Czubka wieży, na szczycie nie było prawie widać. Chłód był przejmujący.

Zejście ze szczytu było bardzo strome i kije okazały się po raz kolejny bardzo przydatne. Chłód i mżawka sprawiły, ze mieliśmy niewiele przerw. W Lubatowej zrobiliśmy krótki postój we wiacie przystankowej i postanowiliśmy ciurkiem iść do Iwonicza Zdroju. Tam, grzejąc się w kawiarni przy kawie i kremówce postanowiłam, że dziś dojdę jeszcze do Rymanowa Zdroju, bo jest na tyle wcześnie. Zarezerwowałam nocleg i niespiesznie kończyliśmy kawę.


Trasa do Rymanowa-Zdroju była nam również znana. Jednak przed samym Rymanowem dosłownie tonęliśmy w błocie. Na tym odcinku ilość zwalonych na szlak pni była ogromna. Z dużym plecakiem, ślizgając się po błocie nie jest łatwo pokonać taki tor przeszkód. Większość trzeba było obejść, co znacznie wydłużało czas. Te ostatnie kilometry przypominały survival a nie wędrówkę, a w pewnym momencie niemal wyjechał na nas chłopaczek na crossie. Przeprosił i uciekł. Umorusana niemiłosiernie dotarłam do miejsca noclegowego rozstając się z Markiem, który znów musiał mnie opuścić na kilka dni. Miałam dla siebie cały domek. Po doprowadzeniu się do porządku zaczęłam planować dalsze etapy wędrówki. Powoli docierało do mnie, że widać już koniec.

