Smerek – Ustrzyki Górne Hotel PTTK
Wstałam wcześnie rano i wyruszyłam na szlak, bo do zdobycia dziś wędrując połoninami mam do zdobycia kilka szczytów. Słońce było już wysoko. Zatrzymałam się na chwilę przy wiacie nad rzeką Wetlina skąd w oddali widoczny był pierwszy szczyt, który dzisiejszego dnia mam zdobyć, czyli Smerek (1223 m. n.p.m.).
Miejsce na rzeką jest niezwykle malownicze i aż chciałoby się tu zatrzymać na dłużej zwłaszcza, że pogoda jak marzenie, ale czas goni.

Ruszyłam więc dalej asfaltową drogą, z której chwilę potem skręciłam w prawo by wkroczyć do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Budka była zamknięta, więc zakupiłam bilet elektroniczny i przekraczając potok zaczęłam wspinaczkę. Krótka przerwa na przekąskę w wiatce i kontynuacja wspinaczki. Ostatnie metry do szczytu były meczące, gdyż prowadziły po stromych schodach, a plecak usilnie ściągał dół.
Dotarłszy na szczyt zrobiłam dłuższą przerwę. Ze szczytu widać było mojej wczorajsze miejsce noclegowe. Wysoko się wyspinałam.


Wędruję dalej do Przełęczy Orłowicza. Tam jest już sporo ludzi, ponieważ szlak czerwony krzyżuje się z żółtym i jest to też trasa prowadząca do nowej wersji Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej, do której również i ja zmierzam.




Pogoda się nieco popsuła, zaczęło mocno wiać, dlatego postanowiłam zrobić dłuższą przerwę w Chatce, na kawę i colę. Różne są opinie o nowej Chatce, ja jestem tu już drugi raz i brakuje mi tego, że nie można zjeść ciepłego posiłku, ale nie ma tu kuchni. Jest mocno komercyjnie, chociaż sama Chatka mi się podoba, mimo że wnętrze jest jeszcze surowe. Zrobiło się tłocznie i bardzo gwarnie, więc pora iść.
Podziwiam jeszcze panoramę wokół i ruszam dalej.




Mijam tylko jedną parę turystów i znowu jestem sama na szlaku. Co za ulga. Nareszcie cicho.
Schodzę do Brzegów Górnych.
Teraz czeka mnie wspinaczka na Połoninę Caryńską (1297 m. n.p.m.), której grzbietem wspaniale się wędruje.









Mocno wieje i robi się na tyle zimno, że wyciągam z plecaka puchówkę.

Kiedy zaczynam schodzić do Ustrzyk Dolnych pogoda nieco się poprawia. Przy wyjściu z lasu z naprzeciwka wychodzi mi na spotkanie Marek. Od teraz do końca szlaku nie będę już sama.
Docieramy na miejsce noclegu w Hotelu Górskim PTTK, gdzie raczę się obiadem przywiezionym dla mnie od mamy. Dziś zielona noc, a jutro łączę kropki.


