GSB Etap Pierwszy

Z lekką nutka niepokoju, ale z przewagą ekscytacji, bo oto właśnie tu i teraz rozpoczyna się moja przygoda z Głównym Szlakiem Beskidzkim, stawiam się o piątej rano na Dworcu Głównym  PKP w Rzeszowie.

Za chwilę wsiądę w pociąg do Katowic,a następnie do Ustronia.

Poranek, jak na końcówke kwietnia przystało, jest nieco chłodny, ale zapowiada się ładny dzień, co biorę za dobry omen.

Chociaż nie jest to mój pierwszy raz, kiedy zabieram plecak i ruszam w długa drogę, tym razem jest inaczej, bo robię to sama.

Podróż do Katowic przebiega gładko i po krótkiej przerwie na kawkę w wyżej wymienionym miejscu, ruszam już do Ustronia. W trakcie jazdy dosiada się do mnie starsza pani, która jak się później okaże, odegra znacząca rolę w tym dniu.

Stację przed Ustroniem próbuję wyciągnąć spod nóg plecak. Był za ciężki,żebym dała radę samodzielnie położyć go na półkę nad głową, więc musiał leżeć pod nogami. Pani obok w tym czasie odbywał rozmowę telefoniczną i skutecznie uniemożliwia mi wyjście, ponieważ drogę tarasuje mi jej walizka. Kiedy pani flegmatycznie zbiera się do wyjścia, bo przecież trzeba jeszcze pożegnać rozmówczynię i ubrać kurteczkę, pociąg zatrzymuje się na stacji Ustroń Zdrój.

Kiedy wreszcie udaje mi się pokonać przeszkody i dotrzeć do drzwi, pociąg rusza,a chwile później za moimi plecami pojawia się zdziwiona pani. Jak to pociąg nie stoi na stacji i nie czeka aż ona wysiądzie, przecież ona przyjechała do sanatorium?

Natłok myśli i niecenzuralnego słownictwa, jaki teraz szaleje w mojej głowie, jest nie do opisania, ale nie trudny do wyobrażenia. Plan, który jeszcze nie zdążył się na dobre rozpocząć, już się sypie.

Pociąg zatrzymuje się na kolejnej stacji Ustroń Polana. W tym miejscu powinnam się znaleźć dziś, ale na kolejnym etapie, a nie teraz.

Siadam na ławce, oglądam mapę. Sprawdzam ile czasu bedzie kosztował mnie ten błąd.

Nie jest dobrze. Jest już godzina 11, a ja nie jestem jeszcze nawet na starcie,a przecież do pokonania mam niecałe 21 km by dotrzeć na nocleg do schroniska.

Zorientowawszy się, że czas ucieka więc szybki “telefon do przyjaciela”, by pożalić się na swój los, pozwala trochę rozładować frustrację i zacząć trzeźwo działać.

Dobra, łapię “stopa” i docieram na start. Niby proste, ale nie dla mnie. Ruszam z buta z postanowieniem łapania stopa w marszu, ale przypomina to bardziej jakbym oganiała się od komarów za plecami, niż próbowała kogokolwiek zatrzymać, więc po całych dwóch próbach odpuściłam i próbowałam iść jak najszybciej. Przecież to tylko ledwo ponad 4,5 kilometra, co to dla mnie. Zapomniałam tylko,że z dodatkowymi kilogramami na plecach, przypomina to ciągnięcie za sobą pługa. 

Upał staje się niemiłosierny, co nie ułatwia. Kto to widział, żeby pod koniec kwietnia były takie temperatury. Kiedy docieram do tablicy z kropką oznaczająca początek (lub koniec) GSB jest już 11:44, a ja zziajana, zła i głodna mogę dopiero teraz zacząć oficjalnie wędrówkę GSB. Poprosiłam jeszcze kogoś o zrobienie zdjęcia z tablicą (i reklamówka z kanapkami, przewieszona przez rękę, bo sie spieszę), dorobiłam selfie i podczas dwuminutowej przerwy uzupełniam płyny, skręcam kije i chowam do plecaka kanapki.

Oto i jestem wreszcie na szlaku.

Początkowo przedzieram się przez dzikie tłumy, które korzystając z tego, że jest ładna pogoda w weekend, odwiedziły Ustroń.

Kiedy weszłam wreszcie w las, gdzie tłum się mocna przerzedził, złe emocje w końcu trochę zeszły. Usiadłam by na spokojnie zjeść kanapkę, dać stopom odetchnąć, bo chociaż dopiero zaczęłam szlak, miałam za sobą już kilka kilometrów. Spojrzałam na mapę i szacowany czas dojścia na nocleg i stwierdziłam,że nie jest aż tak tragicznie. Rezerwację mam, dotrę. Późno, ale dotrę.

Powoli, bo ciężar plecaka jak to 1 dnia dawał mocno o sobie znać, wspinam się na Równicę. Przy Schronisku były znowu tłumy i nawet nie przyszło mi do głowy by tam wejść. Zupełnie zapomniałam, że powinnam zbierać pieczątki.

Dalej szlak prowadził asfaltem, a ruch był spory. Było głośno na tyle, że jak próbowałam coś nagrać, to trzy razy przerywał mi huk, a to samochodów, a to motocykli, które ruszały pod górę, z której ja teraz schodziłam. Szczęśliwie szlak odbija w zarośla i oddzielił mnie o tych przykrych doznań słuchowych. Kilka razy jeszcze przecinam drogę, która układała się w serpentyny, przekroczyłam rzekę i po krótkim odpoczynku ruszyłam dalej.

Deja vu, Stacja PKP Ustroń Polana, już tu chyba byłam i to dzisiaj. Deptam zatem kawałek po swoich śladach i zbliżam się do podnóża Wielkiej Czantorii. I tutaj sprawdza się to, o czym wcześniej słyszałam. Ta niepozorna, bo wysoka tylko na  995 metrów nad poziomem morza, góra, wyciska ze mnie siódme poty. Stroma tak, że w niektórych miejscach trudno się zatrzymać, bo plecak ciągnie w dół.

Gdy tylko pojawił się jakiś zwalony pień, kładłam za nim plecak, a sama próbowałam przysiąść , by napić się wody. Co chwilę mijały mnie osoby, które wjechały na szczyt wyciągiem,a potem schodziły stromym stokiem lub jak ja, czerwonym szlakiem przez las, tylko w przeciwnym kierunku. A ja żółwim tempem pokonywałam kolejne metry przewyższenia. W pewnej chwili dźwięk wyciągu ustaje,a mnie mija coraz mniej osób.

Kiedy docieram na szczyt jestem już sama. Jest pięknie.

Robię kilka zdjęć i ruszam dalej. Dopiero teraz, pierwszy raz dzisiejszego dnia czuję się tak jak powinnam. Chociaż do celu jeszcze sporo, jestem spokojniejsza.

Mijam Schronisko na Soszowie, żałując że nie w nim mam nocleg. Widząc ilu ludzi jest na zewnątrz, rezygnuję z wejścia do środka, nadal zapominając o pieczątce.

Słońce chyli się ku zachodowi. Robi się jeszcze bardziej klimatycznie. Nie zostało już wiele, ale emocje dzisiejszego dnia i fakt, że ciało nie jest jeszcze przyzwyczajone do zmiany środka ciężkości i obciążenia sprawia,że jestem już naprawdę zmęczona.

Pora wyciągnąć czołówkę. Ale zaraz, o co chodzi? Dlaczego nie działa? Włącza się, a jak zdejmuję palec z przycisku, natychmiast gaśnie? Przecież była naładowana, sprawdzałam. Trzymanie palca na przycisku cały czas nic nie daje. Hm, pewnie włączyła się przypadkiem w plecaku i rozładowała, a ja o tym nie miałam pojęcia, pomyślałam zaraz po tym jak skończyłam wymyślać produkt od bubli. Ratunkiem stała się latarka w telefonie, ale nie było to zbyt komfortowe, bo jednocześnie sprawdzałam mapę, gdyż panowały już ciemności niemal egipskie. Trochę błądząc w ciemnościach , lekko muśniętych latarką, dostrzegłam światła Schroniska PTTK na Stożku.

Te ostatnie metry dłużyły się okropnie, ale udało się. Na oparach dotarłam, wbiłam pierwszą pieczątkę i się zameldowałam. Ma się swoje priorytety. Bufet był już zamknięty, trudno. I tak nie miałam siły na jedzenie. Mój wzrok beznamiętnie powędrował w kierunku nalewaka do piwa, bez nadziei zapytałam, czy mogę kupić piwo i rozpromieniłam się uzyskawszy odpowiedź twierdzącą. Usiadłam przy stoliku, emocje spłynęły. Wciąż oszołomiona, popijając złoty napój, bo elektrolity trzeba uzupełnić, zadzwoniłam jeszcze, aby po krótce, bo mówienie też już męczy, zameldować, że dotarłam. Ekspresowa toaleta i po ciemku, bo współlokatorzy już spali, wymacałam swoje łóżko. Myślałam, że szybko zasnę, ale gdzie tam. Nogi bolą, ręka piecze, bo nie przyszło mi do głowy, żeby się posmarować kremem z filtrem, przecież pierwszego dnia słońce nie opala, prawda? Do tego jeden z panów chrapał niczym niedźwiedź. No nic, nie przebiegało to tak jak sobie pierwotnie wyobrażałam, ale do celu dotarłam. Jutro będzie lepiej. Na pewno.

  • główny szlak beskidzki

    Slider 1

  • główny szlak beskidzki

    Slider 2

  • główny szlak beskidzki

    Slider 3

  • główny szlak beskidzki

    Slider 4

  • główny szlak beskidzki

    Slider 5

  • główny szlak beskidzki

    Slider 6

  • główny szlak beskidzki

    Slider 7

  • główny szlak beskidzki

    Slider 8

  • główny szlak beskidzki

    Slider 9

  • główny szlak beskidzki

    Slider 10

  • główny szlak beskidzki

    Slider 11

  • główny szlak beskidzki

    Slider 12

  • główny szlak beskidzki

    Slider 13

  • główny szlak beskidzki

    Slider 14

  • główny szlak beskidzki

    Slider 15

  • główny szlak beskidzki

    Slider 16

  • główny szlak beskidzki

    Slider 17

  • główny szlak beskidzki

    Slider 18

  • Slider 19

  • Slider 20

  • główny szlak beskidzki

    Slider 21

  • główny szlak beskidzki

    Slider 22

Przewijanie do góry