Schronisko na Turbaczu – Krościenko nad Dunajcem
Noc choć przyjemna jak zwykle za krótka, żeby się zregenerować w pełni. Obudziło nas słońce wkradające się pomarańczowymi promieniami przez okno. Odsłoniłam zasłonę, ale zaraz uświadomiłam sobie, że i tak trzeba już się zbierać, bo dziś ponad 30 km do przejścia.

W schronisku było cicho, wszyscy jeszcze spali. Na zewnątrz czuć było chłód poranka, ale w ogóle nie zwracaliśmy na to uwagi, zajęci podziwianiem widoków, a te były wspaniałe.





Poniżej schroniska, na łące rozpościerał się kobierzec fioletowych krokusów. Nie kilka sztuk jak spotykałam poprzednio, ale cała łąka. Sprawiło to, że pierwszy kilometr szliśmy ponad godzinę, bo co kilka metrów trzeba było się zatrzymać na zdjęcie, filmik. Nie dało się przejść koło tego obojętnie. Warunki były wspaniałe, niebo bezchmurne, w tle ośnieżone Tatry i jeszcze po drodze ławeczka ,żeby tę panoramę Tatr podziwiać. Jako, że czas nam się kurczył, podziwianie ograniczyło się do 2 minut.

W Źródełku Miłości napełniliśmy butelki na wodę. Słońce grzało coraz mocniej, po porannym chłodzie nie było już ani śladu. Można wędrować w krótkim rękawku. Na punkcie widokowym spotkaliśmy pierwszych tego dnia ludzi. Schodzą do Przełęczy Knurowskiej mijaliśmy ich już sporo. Pytali po drodze, czy na górze są krokusy. Trafiliśmy też na jakiś Majówkowy festyn, ale nie zainteresowało nas to na tyle, by się zatrzymać. Przekraczając szosę Gorczańską zostaliśmy sami. Wszyscy udawali się na Turbacz, a ja byłam zadowolona, że mamy te tłumy za sobą. Kierowaliśmy się w stronę Lubania po drodze co chwile odwracając głowę w prawo, bo podziwiać Tatry i Jezioro Czorsztyńskie, które zbliżały się do nas, a raczej my do nich coraz bardziej. Dziś jest chyba najcieplejszy dzień na trasie od mojego startu w Ustroniu. Piękna Majówka. Pokazał się nawet Księżyc.



Z daleka ponad drzewami ukazała się wieża na Lubaniu. Wydaje się już tak blisko, ale widać, że czeka nas niemałe podejście. Ostatnie metry są wyczerpujące, jest bardzo stromo, ale nagroda w postaci widoków sprawia, że zmęczenie poszło w niepamięć, chociaż trzeba odpocząć na ławce zanim pokona się schody na wieżę. Na wieży oprócz oszałamiającego widoku 360 stopni znajduje się też pieczątka i mapa widocznych szczytów.




Przy Lubaniu znajduje się też Baza Namiotowa. Żałowałam, że dziś tu nie nocujemy, ale mamy plany by zejść do Krościenka. Było tu też kiedyś Schronisko PTTK, które spłonęło zaledwie po 2 latach od wybudowania, jednak jak ostatnio przeczytałam, są plany by je odbudować.
Z Lubania do Krościenka już cały czas schodzimy. Szlakowskaz pokazuje 2 godziny 30 minut, więc zdążymy przed zmierzchem.
Widoki po drodze są piękne, ośnieżone szczyty oświetlone promieniami słońca, które chyli się ku zachodowi, jednak linie wysokiego napięcia psuje prawie każde ujęcie.


Robiąc zdjęcia wywołujemy niemałe zainteresowanie wśród pasących się na łące owiec, więc im też robimy sesje, niektóre chętnie pozowały.


Schodzimy do Krościenka i udajemy się na nocleg. Dzisiejszy dzień był chyba najpiękniejszy pod względem widokowym, dodatkowo w Krościenku mniej więcej wypada mój 200 kilometr.

