Cisna – Smerek
Dziś mam do przejścia dużo krótszy odcinek niż wczoraj, więc nie zrywam się bardzo wcześnie chociaż organizm sam wybudza mnie codziennie o podobnej godzinie i chociaż bym chciała, to już nie śpię. Mam za to czas na śniadania przed wyjściem na szlak.
Lubię chodzić sama, ale jakoś tak, zawsze po tych dniach kiedy idę z kimś chwilę mi zajmuje zanim znów wejdę w ten tryb.
Zaopatrzona w prowiant powoli opuszczam Cisną. Przechodzę przez most kolejki wąskotorowej, ( Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej) robiąc pamiątkowe zdjęcia i już jestem na drugim brzegu rzeki Solinka.



Dziś się nie spieszę. Na szlaku jestem praktycznie cały czas sama. Wszystkie widoki są tylko dla mnie. Niebo coraz bardziej pokrywa się stalowymi chmurami sprawiając, że jest jeszcze bardziej klimatycznie. Lubię taką aurę.
Tu też drzewa nie mają jeszcze liści i krajobraz wygląda bardzo surowo, ale pięknie. Dla mnie Bieszczady są piękne w każdym wydaniu, o każdej porze roku.
Zdobywam Duże Jasło (1153 m. n.p.m.) i robię tam krótka przerwę. Po drodze na Okrąglik (1101 m. n.p.m.) spotykam większą grupę ludzi, którzy też zrobili sobie przerwę obiadową. Dalej znów wędruję sama.




Napawam się widokami dookoła nucąc w głowie piosenkę zespołu KSU „Za mgłą”. Powoli dociera do mnie, że moja przygoda niedługo się kończy. Dopada mnie nostalgia przemieszana z radością, bo wychodzi na to, że uda mi się to zrobić, a jak sięgnę pamięcią do początku moich przygód, nie było to takie oczywiste.





Schodzę powoli do Smerka i chociaż nie mam dziś w nogach tak wielu kilometrów, moje stopy odczuwają już zmęczenie. Po prostu z każdym dniem regenerują się mniej. Zatrzymuję się w „Przystanku Smerek” i tuż po zameldowaniu się zamawiam pierogi z czosnkiem niedźwiedzim. Uznałam że jak teraz poszłabym na górę do pokoju, to już bym nie miała sił, żeby zejść.
Posiłek zapewnił mi siłę, by wspiąć się na 3 piętro do pokoju. Rozpakowałam się, umyłam, przebrałam i nawet zacerowałam buty, które nie wytrzymały jazdy po błocie i poprzez dziury po bokach ujawniały kolor moich skarpetek. Na długo to nie wystarczy, ale zawsze coś.
Stojąc na łóżku, żeby złapać zasięg, skontaktowałam się jeszcze z domem i mogłam już tylko odpoczywać. Jutro znów na koniec dnia będę mieć towarzysza.


