GSB Etap Siódmy

Dzień rozpoczynamy jajecznicą w schronisku i deserem w postaci naleśników z serem i kawy. Będzie moc na trasie. Z nostalgią opuszczamy schronisko kontynuując marsz czerwonym szlakiem.

Zbaczamy kawałek w lewo, by zobaczyć Kaplicę Matki Bożej Opiekunki Turystów, wspomaganie na trasie zawsze się przyda. Kaplica jest bardzo ładna. Wnętrze zdobią drewniane, rzeźbione tablice upamiętniające osoby, które zginęły w górach lub z intencjami, czy sentencjami.

Wracamy na szlak. Jest pochmurno i lekko mży, ale nie zanosi się na deszcz. Robimy przystanek w schronie turystycznym, przy którym znajduje się tablica z informacją, że do celu pozostało już niespełna 377,5 km.

Zmierzamy do Jordanowa. Tam w planach zakupy, bo dawno nie było sklepu, a w planach mamy nocleg na dziko, więc trzeba upolować coś na kolację.

Po drodze, w Bystrej trafiamy na strażaków, którzy przygotowali bramę weselną zastawiając przejazd wozami strażackimi. Na nas nie robi to wrażenia i przemykamy bokiem, niezauważeni.

W Jordanowie przypadła mi rola strażniczki plecaków, a Marek w tym czasie robi zakupy i uzupełni zapas leków dla mnie, bo nadal męczy mnie choróbsko. Siedzę obok fontanny, która w pewnym momencie zaczęła podejrzanie mocno chlapać w moja stronę. Okazało się ,że zaczyna padać deszcz, ale na tyle krótko, że skończył w momencie, kiedy zakładałam na plecaki wodoodporne pokrowce.

Szybka przekąska i w drogę. Wyszło słońce i zrobiło się sielsko.

Mijamy Wysoką, w której zwiedzamy cmentarz wojenny z 1939 r. Pora rozejrzeć się za miejscem na namiot. Rozbijamy się pomiędzy dzikimi brzózkami, w tle widać Babią Górę, słońce chyli się ku zachodowi. Wypijamy po piwku na dobry sen i kładziemy spać.

W nocy kilkanaście razy się budziłam, bo nieopodal słychać było rozmowy osób, które wybrały się na nocne przechadzki, denerwowałam się, że ktoś nas zobaczy, ale nie było na to szans, byliśmy dobrze zakamuflowani. 

Przewijanie do góry